Wspomnienia Syriusza

- Black Syriusz! – wyczytała profesor McGonagall. Oczy wszystkich, nawet tych niezainteresowanych Ceremonią Przydziału uczniów, zwróciły się w stronę podestu.

Chłopiec wystąpił z szeregu i niespiesznym krokiem ruszył w stronę wysokiego stołka. Usiadł na nim i wyprostował się jeszcze bardziej, jeśli było to w ogóle możliwe. Przybrał wyniosłą minę, jednak jego oczy pozostały bez wyrazu. Popatrzył w prawą stronę na stół Ślizgonów. Większość z nich już podniosła ręce w gotowości do oklasków. Syriusz skrzywił się, gdy nauczycielka włożyła mu na głowę obrzydliwe brudną, śmierdzącą  i zniszczoną tiarę. Myślał, że to potrwa sekundę, ewentualnie dwie. Kiedy minęła minuta zaczął się denerwować. Nienawidził, gdy ktoś kazał mu czekać.

- GRYFFINDOR! – wrzasnęła wreszcie stara tiara, powiększając przy tym jedną z dziur.

Czas zdawał się stanąć w miejscu. Wszyscy uczniowie zastygli w bezruchu, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Po kilku sekundach idealnej ciszy, kiedy okazało się, że Tiara nie ma zamiaru wycofać się ze swojego wyboru, młody Black przymknął oczy, zacisnął zęby i bardzo powoli przekręcił głowę w stronę Minerwy McGonagall. Kiedy je otworzył, zobaczył na jej twarzy wyraz niedowierzania. Miała szeroko otwarte oczy i rękę zawieszoną w powietrzu, w połowie drogi po Tiarę Przydziału. Morderczym wzrokiem powiódł po Wielkiej Sali. Większość uczniów była wystraszona. Resztę stanowili starsi Ślizgoni z kpiącymi uśmieszkami na twarzach i pierwszoroczne szlamy, które nigdy nie słyszały nazwiska Black.

Odszukał swoje trzy kuzynki. Bellatrix zaniosła się szaleńczym śmiechem, a Narcyza była jeszcze bardziej przerażona niż zwykle. Andromeda patrzyła mu prosto w oczy i nie zwracała uwagi na mówiącą do niej koleżankę. Była chyba najmniej zszokowaną osobą na sali. Przeniósł gniewne spojrzenie na dyrektora. Starzec uśmiechał się dobrotliwie i wskazał mu lewą ręką drogę do stołu Gryfonów. Syriusz wstał, zerwał z głowy tiarę i cisnął ją o podłogę. Wśród zebranych przetoczył się okrzyk oburzenia, gdy szybkim krokiem opuszczał Wielką Salę.

Przez niemal godzinę przemierzał szkolne korytarze z różdżką w ręce, wściekły do granic możliwości. Potraktował nawet poltergeista wyjątkowo paskudnym urokiem. Nie sprawiło to jednak, że uspokoił się chociaż trochę. Mocno zwarte szczęki już dawały o sobie znać. Wiedział, że to kwestia godzin, nim rodzice dowiedzą się, jak zhańbił tak szlachetny i starożytny ród. Domyślał się też, że matka nie przełknie tej zniewagi i jeszcze dziś wyśle do Dumbledore’a list, o ile nie pojawi się w Hogwarcie osobiście.

W pewnym momencie zobaczył grupę starszych dziewcząt idących w stronę łazienki. Śmiały się i plotkowały. Syriusz zauważył, że spod czarnych, szkolnych szat wystawały im krzywo zawiązane czerwone krawaty. Uznał, że pomimo tej strasznej pomyłki, musi jednak wiedzieć, jak się dostać do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, chociażby po to, żeby kazać zabrać z niego swój bagaż. Stanął więc naprzeciwko dziewcząt i wyciągnął różdżkę przed siebie.

- Legilimens!

Pulchna, rudowłosa dziewczyna zaczęła trząść się jak po zażyciu trującego eliksiru, a kiedy Black skończył przeszukiwać jej umysł, padła zemdlona na podłogę. Dwie z jej koleżanek rzuciły się na kolana i próbowały ją ocucić. Trzecia, ubrana jakby uciekła z cyrku, zmierzyła go wzrokiem i pobiegła w stronę, z której wcześniej przyszły. Chłopak nie zważał jednak na to. Dowiedział się już tego, czego potrzebował.

Schody po raz kolejny zmieniły swoje położenie i teraz prowadziły go na czwarte piętro.

- Confundo! – mruknął Syriusz, celując w nie różdżką. Od razu zmieniły kierunek i mknęły teraz w stronę korytarza na siódmym piętrze, gdzie według najbardziej chaotycznych i nieuporządkowanych myśli, jakie kiedykolwiek penetrował, znajdowało się wejście do Wieży Gryffindoru.

- Złote abraksany – powiedział Grubej Damie z portretu. Ta spojrzała na niego podejrzliwie. Z niewielkim ociąganiem otworzyła przejście. Black wszedł i w dwie sekundy przemierzył Pokój Wspólny, nie rozglądając się na boki. Ten krótki czas wystarczył, by tłum roześmianych, gawędzących uczniów zamilkł. Kilkadziesiąt par oczu obdarzyło go nieprzychylnym spojrzeniem. Chłopak wbiegł na schody. Na drugich po drodze drzwiach zobaczył złotą tabliczkę, a na niej wygrawerowane nazwiska.

Black Syriusz

Lupin Remus

Pettigrew Peter

Potter James

Otworzył drzwi i odepchnął je od siebie tak mocno, że uderzyły o ścianę po wewnętrznej stronie. Widok rozmawiających, nowych współlokatorów rozsierdził go jeszcze bardziej.

- Wszyscy wyjść! NATYCHMIAST! – ryknął i ruszył w stronę swojego bagażu i klatki z Tanatosem. Jego oczy ciskały błyskawice, a ręka dzierżąca różdżkę niebezpiecznie drżała. Niski, gruby chłopiec z wodnistymi oczami i odstającymi, krzywymi zębami zachłysnął się powietrzem i trzęsąc się jak galareta wybiegł z dormitorium. Pod naporem spojrzenia Blacka, w jego ślady poszedł chudy blondyn o twarzy pooranej świeżymi bliznami.

Syriusz odetchnął z ulgą i wyciągnął rękę, by otworzyć klatkę swojej pięknej, czarnej jak noc sowy. Wtem usłyszał głośne mlaskanie, dochodzące zza jego pleców. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył niskiego, chudego chłopca leżącego w szacie i w butach na łóżku. Krótkie, czarne włosy odstawały mu na wszystkie strony. Na nosie miał przekrzywione okulary. Sięgał właśnie po kolejną fasolkę Bertiego Botta, a poprzednią ciamkał wyjątkowo głośno. Syriusz zrobił krok w jego stronę.

- Żywię ogromną nadzieję, że nie mam do czynienia z osobą opóźnioną intelektualnie. Jeśli nadal tu jesteś, to na pewno masz problemy ze słuchem, więc specjalnie dla ciebie powtórzę raz jeszcze, chociaż szczerze tego nie lubię. Wyjdź. Stąd. Natychmiast – wysyczał przez zaciśnięte zęby. W pokoju nagle pociemniało.

Chudy chłopiec podniósł znudzone spojrzenie na jego twarz.

- Wal się.

Black w ułamku sekundy wyciągnął różdżkę i wycelował ją w serce chłopca. Tamten nawet nie zdążył zareagować. Już zaczął wypowiadać formułę, kiedy usłyszał głośny krzyk.

- Protego! – do dormitorium wpadła zdyszana, stara czarownica, która prowadziła Ceremonię Przydziału. Była bardzo zdenerwowana. Spod jej ramienia wyglądali dwaj chłopcy, których Syriusz przed chwilą wyrzucił z pokoju. – Black, do dyrektora!

***

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.