Wspomnienia Dorcas

- Co dzisiaj czeszemy, Dorciu? Może koka? Dawno nie miałaś – powiedziała Willma, nalewając sobie herbaty do kubka.

- Warkoczyka! – odkrzyknęła radośnie czteroletnia dziewczynka.

- W porządku, poczekaj, mamusia zaraz się za to… Ups! – herbata wylała się na cały stół, kiedy czarownica sięgała po różdżkę. – Ojej, kto to tu postawił… Dorciu, podaj mi ręczniki.

- Masz, mama. To był twój kubek.

- A, no tak… Chodź, kochanie. Znam świetne zaklęcie na warkoczyk! Daj tu włoski do przodu… o, świetnie. Breidaxun! – śpiewnym głosem wypowiedziała Willma.

Z obojczyka Dorcas trysnęła krew. Jej matka patrzyła z przerażeniem na ranę na ciele córki. Krzyk dziecka rozniósł się pewnie na cały blok. Do pokoju szybkim krokiem, ale ze stoickim spokojem weszła Margaret Meadowes. Machnęła różdżką i rany się zabliźniły.

- Masz, łyknij to. Ból przejdzie, ale blizna ci zostanie. Nie jestem uzdrowicielem – rzekła oschle, po czym podała Dorcas szklankę leku. – A Ty, skoro nie potrafisz posługiwać się różdżką, powinnaś czesać swoje dziecko po mugolsku. Albo ja będę to robić, jeśli mam się codziennie rano martwić, czy małej uda się przeżyć śniadanie.

Jej ton był opanowany, a wzrok skierowany wprost na dygocącą jeszcze z emocji Willmę.

- Córeczko, zrobię ci śniadanie. Może tosty z dżemem, hmm? – kobieta starała się jak najszybciej uciąć rozmowę z teściową.

- Mogą być – odpowiedziała Dorcas.

Babcia oczyściła magicznie jej ubranie z krwi. Rany wyglądały okropnie. Sześć równych, skośnych cięć. Nachodziły jedna na drugą i wyglądały prawie jak warkocz. Kiedy Willma wyszła do kuchni, Dorcas podjęła próbę jej usprawiedliwienia.

- Babciu, ona nie chciała. Niepotrzebnie na nią krzyczysz, ona potem płacze.

Na twarzy Margaret pojawił się lekki grymas zdziwienia.

- Ależ kochanie, ona wszystko robi niechcący i w tym tkwi problem. Czy ja podnoszę głos? Czy ja krzyczę? Niedorzeczność. To twoja mama codziennie próbuje mnie zawrzeszczeć.

Dorcas nie chciała przyznawać jej racji, ale niestety taka była prawda. Rozumiała to już od dawna, mimo że miała dopiero kilka lat. Willma dużo krzyczała, ale umiała niewiele. Z daleka dobiegł je dźwięk tłuczonego szkła. Brzmiał jak ostatni talerz z zastawy ślubnej rodziców. Margaret zamknęła powieki, ale mimo to dało się zauważyć, że przewraca oczami. Spojrzała na swoją wnuczkę ze szczerym współczuciem, a ta, chcąc szybko zmienić temat wypaliła:

- A tata dzisiaj pójdzie ze mną do zoo! – dopiero teraz sobie o tym przypomniała. Tata jej to obiecał w zeszłą środę. Na samą myśl na jej twarzy pojawił się bardzo szeroki uśmiech. Dorcas marzyła, żeby zobaczyć wielkie zwierzęta. – I zobaczymy słonia… i smoka!

- Tak, a to kiedy? – spytała Margaret. – Chyba w nocy.

Czego jak czego, ale szczerości i ironii nie można było jej odmówić.

- Poza tym to jest mugolskie zoo. Tu nie będzie smoków, skarbie.

Rzeczywiście, Bill Meadowes nie był ideałem ojca. Był bardzo pracowity, ale w biurze spędzał całe dnie, a czasem i noce. Kiedyś czytał Dorcas bajki na dobranoc, a kiedy zaczął wracać nad ranem, czytał jej bajki na dzień dobry. To był ich rytuał, ale Bill przestał to robić ponad rok temu. Później nawet rzadko się widywali. Dorcas ostatni raz widziała tatę w środę i wymusiła na nim obietnicę pójścia do zoo. W tyle głowy dziewczynki jednak tliła się mała obawa, czy tata wróci na czas do domu, ale starała się ją wypierać. Na pewno tym razem dotrzyma obietnicy. Margaret jakby słyszała myśli Dorcas i wyczuwała jej lęk, skwitowała:

- Dorciu, jaka ty jesteś jeszcze słodka, głupia i naiwna – delikatnie pogładziła jej czarne, lśniące włosy. – Może ja zaplotę ci warkoczyk, co?

***

Ośmioletnia dziewczynka biegała roześmiana po mieszkaniu co chwilę zmieniając kolor swoich włosów.

- Mama! MAMA! Patrz co ja umiem! Patrz co umiem! Widzisz? Ale fajnie, co nie? – zapytała z entuzjazmem sprawiając, że jej włosy z czarnego koloru zmieniły się w fioletowy i połyskiwały jakby były obsypane brokatem – Mamusiu? Dlaczego ty płaczesz?

Will Meadowes siedziała na zielonym, puchowym fotelu i w ręku trzymała małą kartkę.

- Dorcas, wyjdź.

- Ale mamusiu, ja mogę…

- Wyjdź i nie wchodź tu dzisiaj! Chcę być sama, rozumiesz?! – krzyknęła kobieta i zrywając się na równe nogi odepchnęła dziecko i zatrzasnęła drzwi.

Dorcas zmieniła kolor włosów na naturalny i poszła do swojego pokoju. Nagle zrobiło jej się bardzo przykro. Jej matka często płakała, ale nigdy nie chciała być sama. Rozległo się ciche pukanie do drzwi.

- Wejdź, babcia.

- Widziałam, jakie masz piękne włosy, kochanie. Wiesz, co to oznacza? Jesteś metamorfomagiem! – powiedziała wesoło kobieta.

- Babcia, co się stało mamie? Ona płacze – zapytała zaniepokojona dziewczynka.

- Nie wiem, skarbie. Ale silne kobiety nie płaczą. Silne kobiety dobrze czarują i nie zważają na uczucia. Trzeba być bezlitosnym, kochanie, a tylko wtedy będziesz naprawdę szczęśliwa.

- Mama nie jest bezlitosna?

- Nie, Dorciu. Mama jest słaba. Ty nie możesz taka być. Chyba nie chcesz tyle płakać, prawda?

- Nie chcę. Ja nie będę słaba. Obiecuję ci.

Dźwięk klucza przekręcającego zamek drzwi frontowych Dorcas lubiła najbardziej. Wtedy wiedziała, że tata wrócił. Najszybciej jak tylko potrafiła przybiegła do przedpokoju i krzyknęła:

- Tata, patrz co ja potrafię!!!

- Podaj mi tamtą teczkę – nakazał swojej matce, Margaret, w ogóle nie opuszczając wzroku na swoje dziecko w nowych, czerwonych włosach.

- Tata! Tata patrz! Ty tak nie umiesz!!!

Billius westchnął zniecierpliwiony i spojrzał łaskawie na Dorcas.

- Co to za wymysły? Nie rób tak, bo się nie kontrolujesz, jeszcze ci tak zostanie. Gdzie Willma? Miała wybrać pieniądze z Gringotta i mi je przekazać.

- Ona płacze, tato. A ułożyłam dzisiaj taki nowy taniec do piosenki z telewizora, chcesz zobaczyć? – zapytała zaaferowana dziewczynka.

- Nie czekajcie z kolacją – powiedział Bill i trzasnął drzwiami.

Dorcas wróciła do swojego pokoju bez słowa. Nie miała nawet ochoty na zabawę, a kolorowe włosy przestały ją cieszyć. Słysząc ponowne trzaśnięcie drzwiami dziewczynka wyszła do korytarza i babcia poinformowała ją, że mama odeszła.

- Ale dokąd? Kiedy wróci?

- Nie wiem, kochanie. Wzięła walizkę, ale może niedługo wróci.

Dorcas weszła do sypialni rodziców. Chciało jej się płakać, ale obiecała Margaret, że będzie silna. Na łóżku leżała mała, pomięta karteczka. Dorcas rozwinęła ją i zaczęła czytać.

Kochany Billu!
Wiem, że mnie zdradzasz. Widziałam was razem. Potrzebuję przerwy.
Miałeś rację, wszystko zmieniło się po urodzeniu Dorcas. Szkoda, że coś, co miało dawać nam radość, zniszczyło nam życie.

Twoja, do dzisiaj
Will

Do dziewczynki nie dochodził sens napisanych wyrazów, chociaż bardzo dobrze już czytała. Wbiegła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko. Ogromne zdenerwowanie i nieumiejętność opanowania magicznej mocy sprawiło, że wszystkie szklane przedmioty w mieszkaniu uległy destrukcji.

- Dorciu? – babcia pojawiła się nagle obok niej.

- Przepraszam za to… ja nie chciałam… – tłumaczyło się dziecko.

- Nic nie szkodzi, kochanie. Ja rozumiem, że to bardzo boli. Posłuchaj mnie uważnie, bo dam ci teraz ważną lekcję.

Dorcas podniosła zaszklone od łez oczka w górę i spojrzała głęboko w piękne, stalowe oczy swojej babci.

- Oni ci powiedzą, żebyś o tym zapomniała i się nie przejmowała. Nie słuchaj ich. Raczej… chowaj urazę i pielęgnuj w sobie ten ból. Zapamiętaj tę chwilę i czerp z niej siłę. Niech pcha cię do działania. Niech gniew doda ci skrzydeł. Zobaczysz, do jakich wielkich czynów staniesz się zdolna. Zapamiętaj te słowa, moje słońce. Troszcz się o swój ból.

***

Kobieta miała czarne, ale siwiejące już włosy spięte w ciasny kok, a na pomarszczonej twarzy wyrazisty makijaż uwieńczony czerwoną szminką. Gruby papieros, który właśnie dogasł, wylądował w metalowej popielniczce. Dorcas spostrzegła, że trzyma w ręku jakieś ubranie i siedzi po turecku na dywanie. Obok niej leżał wielki, otwarty kufer. Ciemne zasłony wiszące na balkonowym oknie tworzyły półmrok w salonie, a ich obecność była potwierdzeniem, że Willmy teraz nie było. Dorcas mimowolnie składała ubranie w brzydką kostkę zdając sobie sprawę, że ugrzęzła w swoim dziewięcioletnim ciele.

- Kochanie, postaraj się zrobić to ładniej – rozkazała Margaret. – W Durmstrangu będziesz musiała wszystko robić dokładnie.

- Babcia, no pomóż mi! – krzyknęła roszczeniowo dziewczynka, na co kobieta w ogóle nie zareagowała. – Nie umiem!!!

Margaret wstała z fotela i wyrwała małej czerwoną szatę z ręki.

- Daj, bo zniszczysz. I pamiętaj, w szkole masz nigdy nie mówić, że czegoś nie umiesz, bo cię wywalą i będziesz musiała iść do Hogwartu tak, jak inne dzieci.

- Babciu, ja się trochę boję tego Durmstrangu. To jest za granicą… – jęknęło dziecko.

Kobieta skarciła ją wzrokiem.

- Nigdy nie mów, że się boisz! Tak nie wolno! Dobrzy czarodzieje tak nie mówią. Nigdy nie mów, że ci przykro. Nigdy nie mów, że czegoś potrzebujesz. Nigdy nie mów, że za czymś tęsknisz i że coś bardzo kochasz, zrozumiano? A za osiem lat mi podziękujesz, skarbie.

Dziewczynka kiwnęła głową, zapamiętując dokładnie słowa, których wypowiadanie jest absolutnie zabronione. Wiedziała, że babcia ma rację i jest silną, dobrą czarownicą. Za wszelką cenę chciała stać się taka jak ona. Teraz dostała taką szansę, kiedy babcia zapisała ją do szkoły w Szwecji. Pan dyrektor się zgodził, a nie na wszystkich się zgadza. I musi być twarda i dzielna przez cały pierwszy rok, bo jeśli go nie przetrwa, trafi do Hogwartu, a nawet jej mama ukończyła tą szkołę. Tam z resztą poznali się z tatą. A babcia chciała ją ochronić przed zadawaniem się z życiowymi niedojdami. Dorcas uśmiechnęła się szeroko, ufając Margaret na słowo i pakując czarne traperki do kufra. Spojrzała radośnie na babcię, a ta odwzajemniła uśmiech.

- Piąta czterdzieści… – Dorcas zaczęła nucić ich ulubioną piosenkę. – Już palę peta…

- Kto by pomyślał, że tak może żyć kobieta? – zawtórowała jej od razu babcia, wrzucając tanecznym ruchem ubrania do jej walizki.

- Taki styl bycia w życiu dziewczyny nie występuje bez przyczyny, sama to najlepiej wiem! Dwie garście prochów i szklanka wody!

- Jestem jak kiecka, która nagle wyszła z mody!

- Kiedyś, gdy byliśmy blisko, obiecałeś Johny wszystko, dzisiaj preferujesz inny krój! – zaśpiewały chórem, przenosząc się na środek ich dywanowego parkietu.

Kwiecień, maj, to był raj. W czerwcu grzech za trzech.
W lipcu padł do mych stóp, proponując ślub!
Za to w sierpniu na papierze nabazgrałeś mi, frajerze
Słowa, które zapamiętam aż po grób!

- No i wyobrażasz sobie, Dorciu… tak mi napisał: najwyższy czas zerwać to wszystko, co łączy nas.

- Zapomnij mnie! – krzyknęła dziewczynka. – Przecież mam żonę i córki dwieeeee!

- Może to błąd… nie stać mnie na to, by żyć pod prąd. Zmyj rozpacz z lic.

Nie znaczysz dla mnie już nic!
To jest ten moment w naszej piosence,
Kiedy dziewczyna bierze sprawy w swoje ręce!
Nagle uznałam że w moim stanie
Najlepiej zrobi mi spotkanie z tobą, potem będzie lżej!

Dziecko wlazło na stół i zaczęło śpiewać głośno do szczotki do włosów, która była chwilowo jej mikrofonem.

- Nie usłyszałam żadnych protestów, gdy przywiązałam cię w piwnicy do podestu! Johny myślał, że go spotka jakaś niespodzianka słodka!

- Może liczył na ognisty seks! – podpowiedziała jej babcia.

Nożem – ciach!
Młotkiem – trach!
Z liścia – raz, dwa, trzy!
Prętem masz – prosto w twarz!
Za te moje łzy!

- Chyba zetrę cię na tarce, bo w sekretnej zamrażarce mam już siedmiu, więc jak wleziesz jeszcze ty…

- Hmm… a wiesz, że taki milczący pociągasz mnie znacznie bardziej?

Noce i dni na flirtowaniu mijają mi!
Choć Johna niet, dzisiaj jest Max, a jutro Ted!
W mej chłodni tłok, rośnie kolekcja niewiernych zwłok!
Sumienie won! Będziecie błagać o zgon!

Ubrania leżały porozrzucane na podłodze. Dziewczynka wskoczyła babci na szyję, głośno się śmiejąc i oplotła ją nogami. Kobieta w śmiechu ugięła się pod jej ciężarem, ale jej nie puściła.

Nigdy nie puści. Tylko babcia mnie kocha. Taty już nie ma, mamy z resztą też. I nigdy już nie wrócą. Ale już ich nie potrzebuję, bo mam babcię. Gdyby nie ona, pewnie zabraliby mnie do mugolskiego domu dziecka. Kocham cię, babciu! Ale nigdy nikomu tego nie powiem, tak jak kazałaś.

***

Stała w szeregu, wśród innych dzieci w czerwonych szatach. Wszyscy patrzyli na swojego dyrektora, Igora Karkarowa na pierwszych zajęciach walki. Mężczyzna mówił w dziwny sposób, w języku, którego Dorcas nie rozumiała w zupełności.

- Dzisiaj macie zajęcia z czwartą klasą! – krzyczał. – Ale to wy jesteście najważniejsi. Podczas pierwszego roku nauczymy się bronić. Każdy z was ma różdżkę! Możecie się bronić, odbijać zaklęcia. Pamiętajcie, że po tym roku ocenimy, kto z was nadaje się do nauki w naszej szkole, a kto po pierwszym roku wypierdoli do Anglii i ich Hogwartu! Albo do Francji i będzie się uczył tańczyć walca! – zaśmiał się szyderczo, a wraz z nim czwartoklasiści, o wiele mniej liczni niż zgraja pierwszaków. – A więc tak, jeden czwartoklasista podchodzi do osoby z pierwszego szeregu. Drugi szereg pierwszoklasistów na razie siada pod ścianą!

Dorcas ucieszyła się, że lekcja już się zaczyna, a ona akurat jest w pierwszym rzędzie. Naprzeciwko niej stanęła wysoka i chuda dziewczyna.

- Czwartaki! Tylko to, czego się uczyliśmy przed wakacjami! Pierwszaki! Macie się przed nimi obronić!

Blondynka z naprzeciwka spojrzała na Dorcas i zmierzyła ją od stóp do głów.

- Cześć, jestem Caren – przywitała się.

- Hej, ja mam na imię Dorcas – uśmiechnęła się dziewczynka.

- Nareszcie…

- Start! – krzyknął Karkarow.

- Diffindo! – krzyknęła Caren, a Dorcas krzyknęła ze strachu i bólu, kiedy z jej ramienia trysnęła krew. Spojrzała w bok i uzmysłowiła sobie, że starsi po prostu atakują dzieci z jej szeregu. Nie ma zabawy. Kilkoro mniejszych padło bez ruchu, ale od razu dyrektor ocucił ich zaklęciem i znów stali na własnych nogach w szeregu.

- Brońcie się!!! – krzyczał Karkarow. – Po co wam różdżki?! No czemu się nie bronicie?

- Drętwota! – krzyknęła blondynka, a Dorcas poczuła ogromnie silne uderzenie i trzasnęła plecami prosto w ścianę, która stała za nią. Zamroczyło ją na chwilę. Już sekundę później zaklęcie dyrektora sprowadziło ją z powrotem do szeregu.

- Dobrze! Wykończcie ich! Widzicie, jaki słaby rocznik nam się trafił? Nawet nie chcą się bronić!

- Petrfificus Totalus! – krzyknęła Caren, a Dorcas zesztywniała i upadła bezwiednie na posadzkę.

- Do góry! – wrzasnął Karkarow, podrywając na raz dziesiątkę dzieci z podłogi. – Bronić się przed nimi! Patrzcie, jacy są dobrzy! Widzicie?! Kiedyś też tacy będziecie! Kiedyś też będziecie umieli tak czarować! Drugi szereg!

Dorcas cała się trzęsła, kiedy szła usiąść pod ścianę. Jedna dziewczynka, która teraz miała iść ćwiczyć obronę, rozpłakała się głośno.

- Hej, Dorcas! – krzyknęła jeszcze Caren. – Masz, twoja różdżka! Chyba się nie gniewasz, co? Przecież to tylko zwykłe ćwiczenia.

***

W Sali, która przed uczniów Durmstrangu nazywana była Wielką, choć gabarytowo wcale do takich nie powinna należeć, był spory tłok. Przy stołach znajdowali się wszyscy uczniowie szkoły i byli pochłonięci śniadaniem. Przez okno wleciało kilka sów, które zrzuciły pocztę nad adresatami. Dorcas wtopiła zęby w swoją specjalną, ulubioną kanapkę z dwoma rodzajami szynki. Uniosła głowę, żeby sprawdzić, czy i do niej jest jakaś korespondencja, ale nie zdziwiła się, gdy okazało się, że nie było. Jasnowłosa dziewczyna siedząca obok niej ohydnie przeżuwała kolczyk, który miała w języku i popijała to czarną kawą. Zwróciła znudzone spojrzenie na Meadowes.

- Podobno w Hogwarcie i Beauxbatons codziennie dostają listy. Każdy – zaakcentowała.

Dorcas przełknęła ogromy kęs jedzenia i spojrzała na blondynkę zażenowanym wzrokiem.

- Lisbeth, mówisz mi to co najmniej cztery razy w tygodniu – powiedziała i sięgnęła po szklankę soku.

- No bo tak jest! A do mnie to nawet babcia przestała już pisać! – wzburzyła się dziewczyna.

- Przecież zawsze narzekałaś na te jej nudne listy… – zaczęła Dorcas.

Lisbeth odwróciła powoli wzrok, przybrała kpiący uśmiech i milczała tak przez kilka sekund, prawdopodobnie dając Meadowes do zrozumienia, że powinna się domyślić, dlaczego nagle zatęskniła za czytaniem i odpisywaniem na piętnastostronicowe smęty od pani Salander.

- Wczoraj znowu nie było cię cały wieczór – rzekła dosadnie.

Czarnowłosa przewróciła oczami nie chcąc już dłużej poruszać tematu, który Lisbeth wałkowała namiętnie od kilku miesięcy. Odkąd Igor Karkarow, dyrektor ich szkoły, nakazał Dorcas przychodzić do jego gabinetu co drugi dzień w celu szlifowania jej umiejętności, relacje z przyjaciółką trochę się ochłodziły.

- No i co z tego? – żachnęła się.

- A to z tego, że nie masz odrobionych nawet żadnych prac domowych – powiedziała triumfalnie blondynka. – A to, że nauczyciele odpuszczają je tylko tobie i Sokołowowi na naszym roku, jest niezgodne z całym pieprzonym regulaminem, który wyobraź sobie, że znam, odkąd Eriksson kazał nam się go uczyć na pamięć.

Dorcas wybałuszyła oczy ze zdziwienia.

- Zejdź ze mnie, okej? – krzyknęła. Kilka par oczu skierowało się w ich stronę, więc postanowiła trochę ściszyć ton. – To, że Karkarow nas usprawiedliwia, to jest jego sprawa, a jeśli masz z tym jakiś problem, to mu to powiedz. Poza tym ja się jeszcze zastanawiam, czy ja ciebie w ogóle znam. Ty mi wyjeżdżasz z regulaminem szkolnym?! Laska, co się z tobą stało? Dostałaś ostatnio mocniej w łeb na walkach, czy o co ci chodzi? – zakończyła czując, jak wzbiera się w niej złość.

Blondynka wzięła łyk kawy.

- Bardzo śmieszne – powiedział cicho.

Dorcas doznała olśnienia.

- Ty po prostu jesteś zazdrosna! – zaśmiała się. – Serio? Może jeszcze zaczniesz mnie gnębić?

Lisbeth spojrzała na nią jak na głupią.

- Tak! Jestem trochę zazdrosna. Każdy by był, no a co ty myślałaś? Nagle najwybitniejszy żyjący czarodziej zaprasza cię na prywatne lekcje. Oczywiście, że jestem zazdrosna… – szepnęła teatralnie, wbijając wzrok w pusty talerz.

- Grindelwald jeszcze żyje – powiedziała cicho Meadowes.

- No wiem. Pomyliłam się. Znowu.

Dorcas spojrzała na przyjaciółkę, ale nie wiedziała, co ma powiedzieć. Momentalnie zrobiło jej się głupio, ale to uczucie przeszło po chwili. Wiedziała, że nie powinno być jej głupio. Tak naprawdę nie było. Cieszyła się, że Lisbeth jej zazdrości.

A zazdrościłaby bardziej, gdyby wiedziała, czego się tam uczę. I co już mi wychodzi. Ona nigdy się tego nie nauczy, może tylko pomarzyć. Nawet Sokołow się nigdy tego nie nauczy. Sam Karkarow powiedział, że mam wybitny talent i nie mogę tego zmarnować. Mówił, że mi na to nie pozwoli, choćbym miała poświęcać inne przedmioty i ja się z nim zgadzam. Ma świętą rację.

Nagle wielkie, toporne drzwi do Sali otworzyły się z hukiem. Wzrok wszystkich uczniów powędrował w stronę trzech osób, które stały w wejściu. Niski, gruby człowiek w ciemnych szatach niepierwszej świeżości opierał się na wysokiej lasce i wyglądał ohydnie. Miał pozlepiane włosy, na całej twarzy blizny zarówno nowe, jak i te stare, blade. Głowę opinała mu opaska, przytrzymująca nienaturalnej wielkości błękitne oko w lewym oczodole. Zza niego widać było dwóch wysokich i bardzo szerokich w barkach brodatych mężczyzn z uśmiechami na twarzach.

Zapadła cisza, a przez głowę Dorcas przewinęła się myśl, że mógłby to być ktoś groźny, ale szybko się jej pozbyła. Nikt, kto raz opuści zamek Durmstrang nie ma pojęcia, jak od niego dotrzeć z powrotem. A tej wiedzy nie ma się tym bardziej, jeśli się nigdy w tym zamku nie było. Igor Karkarow wstał. Trzech pozostałych nauczycieli przy stole również, a nowo przybyli zaczęli iść żwawym krokiem w stronę dyrektora.

Jeśli to nieprzyjaciele, to nie mają pojęcia, na co się piszą. Karkarow załatwi ich lewą ręką, tyłem i to z zasłoniętymi oczami.

Na twarz Meadowes wpełzł triumfalny uśmiech.

Nagle z różdżki najniższego, okropnego czarodzieja powędrowało białe, szybkie światło. Trafiło w Igora Karkarowa i przeszyło jego tarczę obronną. Nikt nie ruszył się z miejsc, za to dyrektor upadł na posadzkę w bardzo nienaturalnej, wykrzywionej pozycji. Poruszał dziwnie gałkami ocznymi i próbował chrząkać. Żaden nauczyciel nie uniósł nawet różdżki. Nikt nie próbował bronić Karkarowa. Wyraz autentycznego strachu na ich twarzach były aż zbyt czytelne. Jeden z ubranych na czarno mężczyzn podszedł do leżącego i trzymając cały czas różdżkę w pogotowiu zaczął ciągnąć go za nogę po ziemi. Szedł tak ponad dziesięć metrów, a z otartych ust Karkarowa ciekła ślina. Drugi z nich przyskoczył do stołu, chwycił z niego pączka i ugryzł ponad pół. Cała trójka zaczęła kierować się do wyjścia.

Nagle przy odległym stole wstał Bernt Carlsson, pałkarz z siódmej klasy. Dorcas znała go z meczów. Był bardzo zawzięty i również pobierał prywatne nauki u dyrektora.

- Hej! Kim jesteście i czego chcecie?! – krzyknął.

Mężczyzna, który przeżuwał jeszcze pączka zatrzymał się, odwrócił połowicznie i jakby od niechcenia, łamanym skandynawskim rzucił:

- A, właśnie. W imieniu Ministerstwa Magii bla, bla, bla… aresztujemy tego Śmierciożercę… – i śmiejąc się zachrypniętym głosem, dodał dawno niesłyszanym ojczystym językiem Dorcas – zapomniałem, jak jest „Azkaban” po szwedzku.

Drzwi trzasnęły, a huk odbijał się od pustych ścian. Głęboko w myślach Dorcas zapisała się jednak poharatana twarz i dziko poruszające się, wielkie oko.

Kimkolwiek jest mężczyzna, który w minutę bez trudu pojmał Igora Karkarowa, musi być największym żyjącym czarownikiem na świecie.

***

Dorcas siedziała na ozdobnym krześle przy długich stołach Beauxbatons, a adrenalina zbierała się w niej miarowo. Było ciemno, a kolacja już zniknęła ze stołów. Olbrzymka Maxime podeszła do wielkiej czary, z której wyleciała piękna, różowa kartka.

- Représentant de Beauxbatons… Christophe Degas!

Gromkie brawa i aplauz potoczyły się po sali, ale wśród osób siedzących dookoła Dorcas było cicho.

- Représentant de Durmstrang… Dorcas Meadowes!

- Tak jest!!! JEST!!! – zaczął krzyczeć Igor Karkarow, ale tylko połowa szwedzkiej załogi również zaczęła klaskać. Dorcas wstała, z ogromną satysfakcją przeszła przez salę i weszła do wskazanego przez dyrektorkę francuskiej Akademii pomieszczenia.

- Représentant d’Hogwart… Robert McKinnon!

  4 comments for “Wspomnienia Dorcas

  1. ~Lumorożec
    16 września 2017 o 13:42

    Nie wiem co na pisać to było po prostu boskie. Koffam ❤

    • ~Furia
      16 września 2017 o 15:36

      Cieszę się, że Ci się podoba :)

  2. ~Alex
    17 września 2017 o 14:00

    Jak miło, że dodałyście wspomnienia Dor. Bardzo lubię jej perspektywę więc miło było przeczytać coś takiego. Mam małe pytanie, będą też wspomnienia Lily, Jima i Syriusza ? Szczególnie interesuje mnie ten ostatni. Ciekawią mnie jego wspomnienia związane z rodziną i czasami szkoły.
    Pozdrawiam i weny życzę. :)

    • ~Furia
      17 września 2017 o 19:43

      Wszystkie wspomnienia Dorcas pojawiały się już w rozdziałach, więc z każdym nowym ta strona będzie aktualizowana. Miło mi, że Ci się podoba! Owszem, niedługo pojawią się również strony ze wspomnieniami innych bohaterów, zwłaszcza Syriusza, gdyż wątek jego rodziny będzie dla naszej historii bardzo ważny. Pozdrawiam!❤

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.